The Beatles band members were John Lennon, Paul McCartney, George Harrison, and Ringo Starr. As the group was developing other members came and went, but these four Beatles members are the core of
The Beatles drummer, Ringo Starr, was among those asked to add their messages to a Lucy mission plaque. The spacecraft, with a name inspired by a 3.2m-year-old human ancestor and the Beatles song
Ringo Starr conversa sobre su EP “Rewind Forward” y la próxima canción de los Beatles. Ringo Starr posa para un retrato el 5 de septiembre de 2023, en el Hotel Sunset Marquis en West Hollywood, California, para promover su EP “Rewind Forward” que será lanzado el 13 de octubre.
Ringo Starr, perkusista legendarnego zespołu The Beatles, skończył 80 lat. Więcej na temat artysty w depeszy Agencji Informacyjnej pod linkiem:
Ringo Starr, właśc. sir Richard Starkey (ur. 7 lipca 1940 w Liverpoolu ) – brytyjski muzyk, piosenkarz, autor tekstów i aktor. Osiągnął międzynarodową sławę w latach 60. jako perkusista zespołu The Beatles [3] .
NEW YORK — Ringo Starr's latest project is for fans of music and of fashion. Published Friday, “Beats & Threads” is an illustrated journey through the former Beatles drummer’s decades in
. Dziś kartka z kalendarza. Trzeci tydzień sierpnia obfituje w rocznice doniosłych wydarzeń w historii the Beatles i, jak się miało okazać, także muzyki popularnej. 16 sierpnia 1962 r. Ringo Starr został przyjęty do zespołu, a Pete Best z niego wyrzucony. (Na zdjęciu: Pete Best jako członek the Beatles) 18 sierpnia 1962 r. Ringo zagrał swój pierwszy koncert z Beatlesami, co miało miejsce w angielskim kurorcie Port Sunlight. 19 sierpnia 1962 r. podczas występu w klubie The Cavern wielbiciele Pete’a Besta skandowali: Pete forever! Ringo never!, w aucie managera Briana Epsteina przebito wszystkie opony, a George Harrison zakończył wieczór z podbitym okiem. (Na zdjęciu: Ringo Starr ok. 1963 r.) 15 sierpnia 1965 r. Beatlesi zagrali koncert na Shea Stadium w Nowym Jorku. Występ ten przez lata obrósł legendą jako ten, który zapoczątkował epokę wielkich stadionowych koncertów rockowych. Dość powiedzieć, że nie wpuszczono publiczności na murawę i zespół grał dla pustej płyty oraz 55 tys. osób na trybunach, a wrzask fanek zagłuszał nagłośnienie zarówno na scenie jak i na tzw. „przodach”. (Na zdjęciu: Ringo Starr na stadionie Shea 15 sierpnia 1965 r.) [facebook]
Członkowie The Beatles Prezenty dla fanów The Beatles Winyl + DVD The Beatles Nights in Blackpool…Live The beatles in london – reprodukcja The beatles eight days a week – plakat The beatles anthology 2 – obraz na płótnie The beatles let it be – plakat The beatles paris – obraz na płótnie Kołonotatnik The beatles abbey road Winyl The Beatles Abbey Road – 50th Anniversary LP The Beatles Vintage Portrait T-Shirt The Beatles Union Jack T-Shirt błękitny Koszulka Abbey Road The beatles colours – obraz na płótnie The beatles (sea of science) – reprodukcja The beatles (yellow submarine cover) – plakat The beatles (in london) – plakat The Beatles Let It Be T-Shirt czarny The Beatles Sgt Pepper Band T-Shirt The beatles (lonely hearts) – plakat The beatles albums – notes kieszonkowy
Swoją grą Ringo wyznaczał rytm całego pokolenia, a ikoną rocka pozostaje do dziś. Z jakiego powodu przybrał pseudonim? Czy podczas spotkania z królową Elżbietą II był naćpany? Dlaczego The Beatles ukrywali jego odejście z zespołu? Jakie konsekwencje miała odmowa wizyty u filipińskiego dyktatora? Kim tak naprawdę jest Ringo Starr? Ringo to pierwsza tak dokładna opowieść o życiu i karierze perkusisty The Beatles – od naznaczonego chorobami dzieciństwa przez życie w blasku sławy i trudny, pełen sprzecznych emocji okres po rozpadzie zespołu aż po powrót na szczyt, gdy po latach problemów oraz walki z nałogiem Ringo odrodził się jako jedna z najbardziej cenionych i uwielbianych legend rock and rolla. „Ringo Starr”. Premiera biografii Najsłynniejszego Perkusisty Świata już 9 listopada! Prezentujemy fragment o początkach Ringo w zespole The Beatles oraz opinie innych muzyków o nim. Max Weinberg: Ci z nas, którzy grali na perkusji, chcieli być Ringiem Starrem. Chcieliśmy umieć grać w tak chwytliwy sposób. Ringo miał i wciąż ma znakomite wyczucie tempa, wielki talent i wyjątkowy muzyczny smak. Phil Collins: Nie wiem, ilu muzyków zaczęło grać dzięki Ringowi, ale wiem, że wśród perkusyjnej starszyzny Ringo jest bardzo doceniany, ponieważ to świetny bębniarz. Mogę o nim mówić w samych superlatywach. Kenny Aronoff: U Ringa najbardziej doceniam jego wyjątkowe pomysły i wyczucie. Nawet to wyczucie postawiłbym na pierwszym miejscu, ale i tak wszystko się łączy. Ma polot i styl – to świetne odzwierciedlenie jego charakteru. Poza tym jest leworęczny, ale grał na zestawie dla praworęcznych, przez co jego zagrywki były bardzo nietypowe. To prawdziwy artysta. John Densmore: Uwielbiam jego grę. Uważam, że Ringo był duszą The Beatles. FRAGMENT The Beatles mieli już nowego perkusistę, więc przyszedł czas, by wejść do studia nagraniowego i zarejestrować kilka kompozycji. Na początku września 1962 roku Ringo – członek zespołu od dwóch tygodni – poleciał z resztą grupy z Liverpoolu do Londynu, gdzie od 4 września The Beatles mieli zarezerwowane studio EMI przy Abbey Road. Producent George Martin znał już Johna, Paula i George’a, gdyż nagrywał ich w czerwcu w trakcie sesji, która przypieczętowała los Pete’a Besta, lecz teraz po raz pierwszy miał okazję spotkać Ringa. Był to początek niełatwej znajomości. Pierwszego popołudnia The Beatles ćwiczyli przez trzy godziny. Wszystko dokumentował fotograf Dezo Hoffman. Na jego zdjęciach z tej sesji widać jeszcze podbite oko George’a Harrisona – owoc koncertu Beatlesów z Ringiem w The Cavern Club. Przećwiczyli sześć utworów, w tym Please Please Me Johna Lennona i Paula McCartneya, oraz szybki numer napisany przez Mitcha Murraya – How Do You Do It? George Martin upierał się, że to kompozycja wręcz stworzona dla The Beatles, lecz zespół zupełnie nie podzielał tej opinii. Tego wieczoru – między a – zarejestrowali swoje pierwsze oficjalne nagrania: How Do You Do It? oraz Love Me Do, kolejną kompozycję duetu Lennon/McCartney, z wokalami Paula i harmonijkowym intrem Johna. Martin, który po raz pierwszy słyszał Ringa w akcji, nie był zachwycony tym, że nie trzyma on tempa w Love Me Do. Powracały wspomnienia z czerwcowej sesji z Bestem. „Nie miałem o Ringu najlepszego zdania – mówił później i dodawał protekcjonalnym tonem: – Nie był w stanie zrobić porządnego przejścia, zresztą dalej tego nie potrafi, choć od tamtej pory sporo się nauczył”. Wydaje się, że Martin nie był jedyną osobą wątpiącą w umiejętności Ringa. „Mam wrażenie, że Paulowi nie podobała się jego gra, sądził, że powinno to brzmieć lepiej – mówił inżynier dźwięku Norman Smith, który nagrywał tę sesję. – Ringowi nie poszło za dobrze. Trzeba było trochę pogrzebać przy tych nagraniach”. Trudno zweryfikować te opinie nawet z perspektywy czasu. Partia perkusji w Love Me Do jest bardzo prosta i Ringo – wtedy już doświadczony bębniarz – zagrałby ją nawet we śnie. Lecz Martin nie miał doświadczenia, jeśli chodzi o pop – wcześniej nagrywał muzykę instrumentalną oraz komików, w tym Petera Sellersa. „W tych wszystkich nagraniach Lity Rozy, Almy Cogan i innych modnych wykonawców, którzy byli na fali tuż przed nami, perkusiści grali bardzo efektownie, a producenci byli przyzwyczajeni do tego, że bęben basowy był wykorzystywany dokładnie we właściwym momencie, zsynchronizowany z gitarą basową – mówił McCartney. – George uważał, że Ringo gubi tempo. My jednak nie musieliśmy ściśle trzymać się tego tempa. Dobrze było, gdy się to udawało, ale nie miało to większego znaczenia, bo nawet gdy zwalnialiśmy lub przyspieszaliśmy, to robiliśmy to wszyscy jednocześnie”. Niezależnie od tych późniejszych wyjaśnień McCartneya teoria o kiepskim wyczuciu tempa u Ringa i tak jest trudna do zaakceptowania, biorąc pod uwagę, że właśnie ta jego umiejętność stała się w kolejnych latach jednym z największych atutów grupy. Love Me Do wybrano na pierwszy singiel The Beatles, więc Martin chciał, żeby nagranie wyszło idealnie. Nawet po obróbce studyjnej nie był zadowolony z efektów. Wezwał zespół do studia przy Abbey Road ponownie – w kolejny wtorek, 11 września – by muzycy jeszcze raz nagrali ten utwór. Nie uprzedził ich tylko, że zamierza skorzystać z usług perkusisty sesyjnego Andy’ego White’a, który miał zagrać zamiast Ringa. (Martin nie był obecny podczas tej sesji. Nagrania produkował Ron Richards, który zatrudnił Andy’ego White’a). „Andy był takim typem bębniarza, jakiego potrzebowałem – mówił Martin. – Ringo był przyzwyczajony do gry w salach balowych. Trzeba było skorzystać z usług kogoś bardziej doświadczonego”. Zastępowanie pojedynczych członków zespołu muzykami sesyjnymi podczas nagrań nie było niczym wyjątkowym. Doświadczeni perkusiści, tacy jak Bobby Graham czy Clem Cattini, grali na wielu wczesnych nagraniach The Kinks, w tym You Really Got Me, zastępując nominalnego bębniarza zespołu Micka Avory’ego. „Często chodziło po prostu o to, by nie marnować czasu – mówił Cattini. – Nagrałem cały album The Kinks w trzech sesjach, a wtedy tyle czasu zwykle zajmowało zarejestrowanie jednego utworu. Nie chodziło o to, czy perkusista grupy był dobry, czy nie. Poza tym gra w studiu i gra na żywo to dwie zupełnie różne sprawy”. Nikt wcześniej nie podważał umiejętności Ringa – w końcu uważano go za najlepszego bębniarza w Liverpoolu. „Byłem zdenerwowany, wręcz przerażony – przyznawał Ringo. – Gdy wróciliśmy tam, by nagrać utwór na stronę B singla, odkryłem, że George Martin sprowadził na moje miejsce innego perkusistę. To było straszne. Poproszono mnie, bym dołączył do The Beatles, a wyglądało na to, że jestem wystarczająco dobry, żeby grać z nimi koncerty, ale nie, żeby nagrywać płyty”. To był potężny cios, lecz Ringo częściowo usprawiedliwiał później tę decyzję przykrymi doświadczeniami Martina z Pete’em Bestem. Jak mówił, Martin nie chciał ryzykować i musiał podjąć trudną decyzję. Był jednak „załamany” tym, że producent wątpił w jego umiejętności, i zawstydzony faktem, że na pierwszym singlu grupy zastąpił go perkusista sesyjny. Wiele lat później, gdy The Beatles byli już na rockowym szczycie, Ringo mówił, że Martin wielokrotnie przepraszał go za tę pierwszą sesję, jednak powstała wtedy rana goiła się bardzo długo. Paul McCartney wspominał później, że sytuacja ta była dla niego i jego kolegów trudna do zaakceptowania, zwłaszcza tak szybko po pozbyciu się Pete’a Besta. Nie chcieli stracić kolejnego perkusisty, a Ringo miał prawo poczuć się śmiertelnie urażony. (McCartney twierdził także, że Ringo nigdy nie wypowiedział jednego dobrego zdania o wersji Love Me Do nagranej z Andym White’em). Trudno go było winić. Ringo szczycił się swoimi umiejętnościami, a taki rozwój wydarzeń był dla niego poniżający. 32-letni White otrzymał pięć funtów za zarejestrowanie 18 podejść do Love Me Do, zaś Ringo został zdegradowany do roli muzyka obijającego tamburyn. (Wcześniejsza wersja tego utworu, nagrana 4 września z udziałem Ringa, została umieszczona na składankach Rarities i Past Masters, Volume One. Wersja z Pete’em Bestem, nagrana w czerwcu 1962 roku, znalazła się na wydanej w 1995 roku The Beatles Anthology 1). „Ledwo dołączył do zespołu – mówił wiele lat później White. – Był zdenerwowany, ale próbował grać… Mówił, że grał z niewielkim opóźnieniem, czego perkusista raczej nie powinien robić. Problem w tym, że dali mu tamburyn i nie radził sobie z nim zbyt dobrze. Nie było tragedii, ale szło dużo trudniej, niż powinno”. Na domiar złego Ringo został także odstawiony na boczny tor i grał jedynie na marakasach w kolejnej kompozycji Lennona i McCartneya – I Love You – w której za perkusją ponownie zasiadł White. Ringo mówił: „Ten drugi koleś grał na bębnach, a ja dostałem marakasy. Pomyślałem sobie: »To koniec. Skończę tak samo jak Pete Best«. Byłem załamany, fatalna sytuacja. Doszedłem do wniosku, że przemysł muzyczny to bagno. Wszystkie plotki okazywały się prawdą. Jeśli nie nadawałem się do nagrywania płyt, to równie dobrze mogłem od razu odejść”. „Dopiero po latach zdałem sobie sprawę, jak bardzo go zraniłem, choć wcale nie miałem takiego zamiaru”, mówił 50 lat później Martin podczas wywiadu udzielanego wspólnie z Paulem McCartneyem. „On jest bardzo wrażliwy, a my nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak bardzo go to zabolało – odpowiadał McCartney. – Ale jakoś to przełknął. Nie grał zbyt precyzyjnie, a ty byłeś przyzwyczajony do pracy z perkusistami, którzy grali w punkt”. Michael Seth Starr od 1995 roku reporter telewizyjny oraz felietonista w „The New York Post”. Autor filmografii Petera Sellersa oraz wielu biografii, Joeya Bishopa, Raymonda Burra, Bobby’ego Darina czy Redda Foxxa.
Dzisiaj jest wt., 02/08/2022 - 14:00, Alfonsa, Kariny, Gustawa
Prawie 74 miliony, tyle osób deklarowało, że oglądało na żywo pierwszy występ The Beatles w programie The Ed Sullivan Show 9 lutego 1964 roku. Wtedy też firma Ludwig „wygrała świat”! Jest to wynik oglądalności, który w kontekście występu muzycznego oszałamiał i wciąż oszałamia. Niezależnie czy weźmiemy złote czasy telewizji, czy też współczesne największe statystyki występów online. Na żywo 74 miliony… dwa razy liczba mieszkańców Polski. 60% włączonych w USA telewizorów było ustawionych na program Sullivana z The Beatles. 40% ludności USA przyglądało się kapeli na żywo. Na taką publiczność został wystawiony zestaw Ludwig, który zaprezentował się setkom tysięcy młodziaków, którzy marzyli by siedzieć kiedyś na takim podwyższeniu jak Ringo i walić w bębny do pisku fanek. Jak to musiało działać na wyobraźnię! Przed programem W miarę zbliżania się programu, do CBS wpłynęło ponad 50 000 próśb o wejściówki. Jednak The Ed Sullivan Show, który był nagrywany w studiu telewizyjnym CBS 50, mógł pomieścić raptem 700 widzów. Od tygodni celebryci dzwonili po bilety dla swoich dzieci. Nawet sam Sullivan miał problemy z dostaniem dodatkowych biletów. Najpierw chłopcy musieli wylądować w USA. Tam, dwa dni przed, czyli 7 marca przywitała ich armia fanów. W zależności od źródeł podaje się od 3000 do nawet 5000 ludzi, którzy rozgorączkowani, niemalże w panice chcieli po prostu zobaczyć członków zespołu. Pamiętajmy o jednym istotnym fakcie. Zaledwie 77 dni przed pojawieniem się The Beatles w USA prezydent Kennedy został zamordowany. Kraj przeszedł przez żałobę i potrzebował odreagować, potrzebował rozrywki. Potrzebowali czterech młodych chłopaków z Liverpoolu – ich brzmienia, wyglądu, energii i charyzmy. Zespół zatrzymał się w hotelu Plaza, przed którym fani rozbijali obozowiska. Popołudniu w dniu występu The Beatles nagrali trzy piosenki przed publicznością inną niż ta, która tego wieczoru była na żywo w TV. Te nagrania zostały wyemitowane dopiero 23 lutego, jako trzeci występ w The Ed Sullivan Show (patrz niżej), już po tym jak chłopaki opuścili Stany Zjednoczone. Ringo Starr wspomina: „Najważniejszą rzeczą, którą pamiętam, kiedy robiliśmy pierwszy Ed Sullivan Show, było to, że robiliśmy próby przez całe popołudnie. Telewizja miała tak kiepski sprzęt nagłaśniający – ma też taki i teraz, ale wtedy było naprawdę źle – że nagrywaliśmy nasze próby, a potem szliśmy do reżyserki i bawiliśmy się pokrętłami w kabinie kontrolnej. Wszystko ustaliliśmy z inżynierem, potem pojechaliśmy na przerwę. Historia mówi, że kiedy nas nie było, sprzątaczka weszła, żeby posprzątać pokój i konsolę, pomyślała: „Co to za ślady kredy?” i wytarła je wszystkie. Więc nasze ustalenia poszły przez okno. W pośpiechu próbowaliśmy uzyskać porządne brzmienie.” The Beatles z Edem Sullivanem. Zapowiedź koncertu The Beatles przez Eda Sullivana: „Wczoraj i dziś nasze studio było wypełnione dziennikarzami i setkami fotografów z całego kraju i ci doświadczeni fachowcy zgodzili się ze mną, że to miasto nigdy nie było świadkiem takiego podekscytowania, które zostało wywołane przez tych młodych ludzi z Liverpoolu, nazywających siebie The Beatles. Dziś wieczorem będziecie przez nich zabawiani dwukrotnie. Teraz i ponownie w drugiej połowie naszego show. Panie i panowie, The Beatles! Dawajcie ich na scenę!" Występ na żywo Zespół wszedł na scenę i rozpoczął, nieco zestresowany, w towarzystwie wielkiego pisku fanek od „All My Loving”. Ogólnie reakcja publiki to mieszanka histerii i hipnotycznego skamienienia z niedowierzania. Kolejny utwór to spokojny „Till There Was You”. Podczas piosenki kamera złapała kolejno każdego członka zespołu i przedstawiła go publiczności, wyświetlając na ekranie jego imię. Kiedy kamera przesunęła się do Johna Lennona, pod jego imieniem pojawił się dodatkowy komentarz: „Przykro nam dziewczyny, on jest żonaty”. Pierwszy występ zakończyli mocnym „She Loves You”. Na publice amok, szaleństwo, obłęd, po prostu Armagedon. Program wyemitował reklamy i przeszedł do dalszej części. Zaniepokojony tym, że wrzeszczący fani The Beatles odciągną uwagę od innych atrakcji wieczoru, Ed Sullivan upomniał publiczność: „Jeśli nie będziecie milczeć, poślę po fryzjera”. Pozostali goście programu, a było ich szerokie grono, mocno ucierpieli z powodu podniecenia jakie wywołał występ Beatlesów. Zgodnie z planem kapela pojawiła się na scenie na koniec godzinnej transmisji i zakończyła program. The Beatles zaśpiewali dwa kolejne, zabójcze dla publiczności, hity: „I Saw Her Standing There” i „I Want to Hold Your Hand” (piękne przejście kamery na Ringo i reakcja fanki! Sprawdź video na końcu artykułu - od 0:55). Wyraźnie widać, że byli już w pełni rozluźnieni i doskonale wiedzieli, że mają wszystkich w garści. Historia została właśnie napisana na oczach ponad 73 milionów ludzi. Perkusja Ringo i wpływ na rynek bębnów Manager zespołu, Brian Epstein z myślą o występach zamówił dwa zestawy – jeden na potrzeby nagrań (np. do filmu „A Hard Day’s Night”), drugi właśnie na koncerty telewizyjne. Zamówienie złożył poprzez londyński Drum City, a bębny należało dostarczyć do Manny’s Music Store na Manhattanie. Ringo przywiózł swój werbel, talerze i naciąg frontowy na bęben taktowy z nowym logo The Beatles z „opuszczonym” T. W studio CBS zestaw pojawił się dopiero rano na próbę, na którą nie udało się jeszcze założyć nowego naciągu z logo zespołu. Dzień wcześniej Ringo próbował na zestawie Ludwiga White Marine Pearl Super Classic należącym do studia. Co ciekawe, finalnie - prawdopodobnie przez pomyłkę - tom został założony odwrotnie i dlatego, że został tak uderzany, pozostawiono go w takiej pozycji na wszystkie występy. Zestaw Ringo z The Ed Sullivan Show 1964 Ludwig Downbeat Oyster Black: werbel 5"x14" Jazz Festival tom 8"x12" floor tom 14"x14" taktowiec 14"x20" Bębny składały się z trzech warstw w układzie: mahoń-topola-mahoń (z białym wykończeniem wewnątrz). Hardware: Speed King model 201 – pedał bębna basowego Flat base model 1400– statyw talerza(Premier Lockfast czasami był używany w zamian) Flat base model 1363 – statyw werbla Spurlock Direct-Pull model 1123 – statyw hi-hat Talerze: 20” Zyn z nitami 18” Zildjian crash/rid 15” Zildjian hi-hat Sukces jaki osiągnęła wtedy marka Ludwig jest ciężki do porównania z czymkolwiek w ostatnich 30-40 latach. Możliwe, że jest w ogóle poza zasięgiem jakichkolwiek porównań w tym temacie. Przypomnijmy, że do tego czasu liderem i gigantem rynku była marka Gretsch, która wiązała się bezpośrednio z muzyką jazzową we wszelkich jej odmianach. Jazz jednak przestawał być muzyką młodych, w to miejsce wskoczył rock and roll, a seria trzech występów Ringo była powalającym ciosem. Młodzi amerykańscy sympatycy perkusji, chcieli to co on. A przecież sami The Beatles pochodzą z kraju, gdzie tradycje w tworzeniu bębnów nie były obce. Ludwig szedł po swoje także w Anglii. W 1967 r. Fred Gretsch Jr. zdecydował się sprzedać markę firmie fortepianowej Baldwin, zaoferowano mu przyzwoitą wówczas kwotę 4 milionów dolarów, co było bardzo wygodne dla bezdzietnego Freda Jr. (marka wróciła do rodziny po 17 latach za sprawą jego siostrzeńca Freda Williama). Światem perkusji zaczął rządzić na dobre Ludwig. Po Ringo pojawili się Ginger Baker, a później jeden z najbardziej wpływowych perkusistów w historii, John Bonham. Nawet kojarzony tak mocno z marką Pearl legendarny Ian Paice w latach 70 ponadczasowe piosenki Deep Purple nagrywał na Ludwigu. Kadr z występu, długie ujęcie Ringo z Ludwigiem, warte grube pieniądze (w filmie na końcu artykułu od 0:55). Recenzja w Newsweek kilkanaście dni później: „Wizualnie są koszmarni: obcisłe, dandysowe edwardiańskie/beatnikowe garnitury i wielkie puddingowe miski z włosów. Muzycznie są bliscy katastrofy: gitary i bębny wybijają bezlitosny rytm, który zasłania niuanse rytmiczne, harmonię i melodię. Ich teksty (przerywane zwariowanymi okrzykami „yeah, yeah, yeah!”), to katastrofa, niedorzeczny kolaż romantycznych haseł z kartek walentynkowych (…) Są szanse, że znikną, tak jak pewnie większość poważnych ludzi to przewiduje.” Kolejne występy Drugi występ, 14 lutego, był transmitowany już ze studia w Miami i również odniósł porównywalny sukces. Trzeci i – zgodnie z umową – ostatni występ The Beatles w The Ed Sullivan Show był technicznie ich… pierwszym. Jak wspomniane zostało wcześniej, program został nagrany przed ich debiutem na żywo 9 lutego, ale zachowany do emisji do 23 lutego 1964 roku. W tym programie The Beatles zaśpiewali „Twist and Shout”, „Please Please Me” i „I Want to Hold Your Hand”. 12 września 1965 roku, panowie powrócił do Eda Sullivana po raz ostatni. Zagrali „I Feel Fine”, „I'm Down”, „Act Naturally”, „Ticket to Ride”, „Yesterday” i „Help!”. Ten występ został nagrany w Nowym Jorku 14 sierpnia 1965 roku, zaledwie dzień przed rozpoczęciem trasy koncertowej The Beatles po Ameryce Północnej oraz koncertem na Shea Stadium, który ustanowił wówczas rekord frekwencji. Pobity dopiero w 1973 roku przez Led Zeppelin. Sukces The Beatles w The Ed Sullivan Show utorował drogę innym zespołom rock'n'rollowym grającym pod szyldem British Invasion, w tym The Rolling Stones czy The Animals. Paul McCartney wspomina: "Wielu ojców chciało nas wyłączyć. Mówili swoim dzieciom: „Nie dajcie się zwieść, oni noszą peruki”. Jednak wiele matek i samych dzieciaków chciało nas dalej oglądać. Wszyscy ci młodzi są już teraz dorośli i mówią, że pamiętają tę chwilę. Coś w stylu: „Gdzie byłeś, kiedy Kennedy został zastrzelony?”. Ludzie tacy jak Dan Aykroyd mówią: „O rany, pamiętam tę niedzielę wieczorem, nie wiedzieliśmy co w nas walnęło. Po prostu siedzieliśmy i oglądaliśmy program Eda Sullivana”. Do tego czasu byli jacyś żonglerze i komicy tacy jak Jerry Lewis, a tu nagle The Beatles!” Epilog Jak to się mówi: „na każdego kozaka, przypada jeszcze większy kozak”, dlatego Ludwig z uśpioną czujnością i lekceważący rozwój, szczególnie japońskiej konkurencji, roztrwonił w latach 80 swój dorobek, a świat bębnów zaczął być przejmowany przez takie marki jak Pearl, Tama czy Yamaha. Szczególnie te dwie pierwsze firmy zagarnęły grupę docelową Ludwiga, ale o tym jaki wpływ miały bębny Larsa Ulricha, z wielkimi napisami Tama, to już zupełnie inna historia. Źródła:
ringo perkusista the beatles